7 lutego 2014

Hobbit


Rzadko zaczynam czytać książkę tuż po zakupie. Owszem, czasem spojrzę na pierwszą stronę, stwierdzę "O, fajnie się zapowiada" i wrócę do bieżących tytułów. Z Hobbitem sprawa miała się inaczej, bo zauroczona pierwszym tomem Władcy pierścieni i podniecona nowym zakupem sięgnęłam po książkę już na przystanku, tuż po wyjściu z księgarnii. Pochłaniać pierwsze zdania zaczęłam jeszcze przed wejściem do tramwaju i nim dotarłam do domu, okazało się, że kilkanaście stron minęło jak z bicza strzelił...

A potem był hamulec. Nie tylko spowodowany końcówką pierwszego semestru studiów, świętami i finiszem roku. Owszem, czytałam, ale nie Hobbita. Podczytywałam inne rzeczy, a do powieści Tolkiena wracałam okazyjnie i udawało mi się przebrnąć tylko przez kilka stron.

Kiedy jesteś wielkości hobbita i siedzisz nocą w orlim gnieździe, nie powinieneś traktować nieuprzejmie swego gospodarza.  

Sympatycznego Bilbo Bagginsa i jego pochodzenie poznajemy już na samym początku. Już kilka stron później pojawia się powszechnie lubiany Gandalf, oraz drużyna krasnoludów i... tajemnicza mapa wiodąca do (jak to mapy mają w zwyczaju) skarbu. W wyniku tej kombinacji Bilbo zostaje uwikłany w udział w podróży do wyżej wymienionego majątku. Jak przepowiada czarodziej, pomimo niepozorności hobbita jego obecność okaże się nie raz decydująca dla dalszych losów wyprawy.

Bilbo oprócz szczęścia i magicznego pierścienia ma także sporo sprytu - a każda z tych rzeczy przydaje się w opałach.

Czytając kolejną książkę konkretnego autora nie da się uniknąć porównań z innymi jego dziełami. Tak dzieje się przynajmniej w moim przypadku, po prostu nie jestem w stanie powstrzymać się na patrzenie na dany tytuł przez pryzmat poprzedniego dzieła. W tym przypadku musiałam zmierzyć się ze sporą przepaścią. Hobbit okazał się tworem prostszym, mniej wymagającym i przyzwyczajenie się do nowych realiów powieści Tolkiena zajęło mi, cóż, pół książki. Nie umniejsza to ani trochę talentu autora, a gdy teraz o tym myślę, nawet po raz kolejny potwierdza znakomitość jego powieści. Przecież ktoś, kto potrafi stworzyć dzieło nawet bez bardziej zaawansowanego komplikowania języka, fabuły i postaci zdecydowanie zasługuje na miano arcymistrza.

Tu, w dziczy, łatwiej było uwierzyć w smoka, a trudniej w Thorina.

Jak już pisałam, druga połowa Hobbita bardziej mnie wciągnęła. Czytałam ją z większym zainteresowaniem i lepiej czułam się w baśniowy świat stworzony przez autora. Może po prostu ta część powieści była zwyczajnie lepsza? Było więcej magii, był smok, a Bilbo pokazał swoje możliwości.

Nie należy lekceważyć żywego smoka, jeśli się mieszka w jego sąsiedztwie.

Bohaterowie, czyli kwestia, którą omawiam zawsze. Bilba polubiłam od samego początku, niestety jego towarzyszy wędrówki trochę mniej. Nie poczułam specjalnej sympatii do krasnoludów, choć w duchu uśmiechałam się na myśl o Kilim i Filim. Pojawiło się kilka scen z elfami, zarówno tymi bardziej, jak i mniej przyjaznymi krasnoludom. Autor nie odpuścił okazji na wizytę na dworze Elronda i wielce mnie to cieszy, choć i muszę też ponarzekać, bo szpiczastouchych było w Hobbicie zdecydowanie za mało! Pokochałam tolkienowskie elfy i przy każdym fragmencie z ich udziałem dokładniej wczytywałam się w akapit. Spodobała mi się postać Beorna, jak i pokochałam nieszczęsnego Smauga.

Powieść zakupiłam w formie kieszonkowej z ilustracjami Alana Lee, które... no właśnie. Nie specjalnie mi przypały do gustu. Nie wpływa to specjalnie na moje odczucia względem lektury, ale mimo wszystko grafiki tego pana nie cieszyły moich oczu. Zabrakło mi też dokładnej mapki - mamy tylko wersję jaką posiadała nasza grupa wędrowców, na której dokładnej ich trasy nie zaznaczono. Szkoda, bo z doświadczenia (nie tylko z Władcą pierścieni) wiem, że w książkach fantasy mapki są wielkim ułatwieniem dla czytelnika.

Jako, że drugą połowę powieści wspominam lepiej niż pierwszą, całość pozostawiła po sobie zdecydowanie pozytywne wrażenie, choć i tak czuję pewien niedosyt. Mimo to biorę pod uwagę kunszt, z jakim autor stworzył "wstęp do Władcy pierścieni" jak też przebłyski typowej dla J. R. R. Tolkiena epickości i śmiem twierdzić, że z Hobbitem wspaniale spędziłam czas.

Porządny z ciebie kompan, panie Bagginsie, i bardzo cię lubię, ale w istocie jesteś tylko małym hobbitem na bardzo wielkim świecie.

Moja ocena: 7, 5/10

Autor: J. R. R. Tolkien
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 349
Rok wydania: 1937 (oryginał), 2010 (w Polsce - wydanie poprawione)

Wyzwania:
1. Z półki
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (+2,5 cm)

Wszystkie cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki.

20 komentarzy:

  1. Nie mogę się przekonać do pióra Tolkiena. Może z czasem do niego dojrzeję... Póki co nie potrafię przebrnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Opisałaś to tak fajnie ze gdyby nie to że sama czytałam tą książkę pomyślałabym, że jest ciekawa.
    Mnie zupełnie żaden bohater nie zaciekawił i chyba głównie przez to nie dotrwałam do końcówki, choć w sumie niewiele brakowało...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety mi książka się nie podobała, ale widać, że tobie tak, a to najważniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie czytałam dzieł Tolkiena, chociaż film Hobbit mi się podobał :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Hobbit" był moją lekturą kilka ładnych lat temu i wtedy strasznie się z nim męczyłam. Chyba właśnie od tego cała moja niechęć do fantastyki... Może teraz moje odczucia byłyby inne?

    http://kulturka-maialis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie podoba mi się okładka tego wydania, jest to ulubiona książka mojego brata, więc dużo po niej wymagam i mam w planach jej przeczytanie oczywiście:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ją na półce od dawna, może przed pojawieniem się ostatniej części filmu uda mi się ją w końcu przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Musze rozpoczac zapoznawaie sie ze tworczoscia Tolkiena :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam okazji zapoznać się tak bezpośrednio z tą książką, ale nie mam też czego żałować, bo moja mama mi wszystko na bieżąco opowiadała, kiedy to czytała XD
    Zafascynowała mnie na tyle, że z chęcią zapoznałabym się z innymi książkami tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, książka, którą czytałam baaaaardzo dawno temu ;) aczkolwiek dość miło ją wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Hobbita" czytałem jeszcze w gimnazjum i miło go wspominam! Teraz wreszcie zabiorę się za "Władcę pierścieni" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem fanką Hobbita, więc tym razem spasuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Klasyka, nad którą wiele osób się zachwyca, a ja jakoś nadal nie mogę się za nią zabrać. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda mi sie to zmienić :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię Tolkiena, a od "Hobbita" rozpoczęłam swoją wędrówkę po Śródziemiu. W porównaniu z "Władcą Pierścieni" (którąkolwiek częścią) "Hobbit" wypada blado, ale jako samodzielny twór? Pamiętam, że mi się podobał :) Gdy brałam się za czytanie "Hobbita", jedynym, co wiedziałam o twórczości Tolkiena było, że jest tam dużo pięknych elfów i na te elfy czekałam przez cały czas. Po skończeniu "Hobbita" czułam w związku z tym ogromny niedosyt. Na szczęście "Władca..." w tym względzie mnie pocieszył :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam identyczne odczucia przy czytaniu Hobbita. Klimat świetny, początek ciekawy, bo coś nowego, a potem trochę przynudzania... i w pewnym momencie chciałam książkę wyrzucić przez okno. Dobrze, że końcówka nadrobiła zaległości... no i pojawił się smok. :) Dziwne, że mapki nie było, bo w wersjach DUŻYCH są i wyglądają mniej więcej tak: (http://geeko.pl/img/cms/Allegro/20130209175313!F27c_thorins_map_from_the_hobbit.jpg) . Poza tym warto dodać, że "Hobbit..." to książka napisana specjalnie dla młodszych czytelników, a trylogia WP dla tych bardziej dojrzałych. :) Stąd te różnice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet są dwie mapki (z tego co pamiętam); jedna prowadzi do skarbu, a druga przedstawia Shire i okolice (http://static2.wikia.nocookie.net/__cb20120803162954/lotr/pl/images/8/86/Shire_mapa.jpg)

      Usuń
    2. I jeszcze Cię pomęczę - tu dziewczyna prowadzi świetnego bloga o Śródziemiu :) http://historia-srodziemia.blogspot.com/

      Usuń
  16. Wstyd się przyznać, ale nie czytałam :(

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.