28 stycznia 2014

Córka burzy

Jedno wolne popołudnie i już mam czas na to, żeby skończyć książkę! Hura, udało mi się dobrnąć do ostatniej strony Córki burzy. Fakt faktem, lektury nie planowałam, ale pojawiło się okładkowe wyzwanie i hasło styczniowe, czyli "Kwiaty". I tak oto powieść Richelle Mead (której książek już czytać więcej nie chciałam) trafiła na moją półkę.

Eugenie Markham potrafi wypędzać duchy ze świata ludzi i jest to jej życiowe powołanie. Codzienność płynie spokojnie, dopóki w barze w wyniku spontanicznego wieczornego wypadu nie spotyka Kiyo. Po namiętnej nocy pozostaje jej tylko wspomnienie, bowiem kochanek się ulatnia, pozostawiając po sobie niezbyt przyjemną pamiątkę. Niestety, od tej pory w okolicy Eugenie zaczyna kręcić się coraz więcej tajemniczych stworów, którym do określenia "ludzki" bardzo wiele brakuje. W dodatku przybysze mają bardzo konkretne plany wobec Eugenie...

Za paranormal romance nie przepadam i raczej unikam książek z tego gatunku. Richelle Mead też nie powaliła mnie na kolana serią o sukubie, choć czytało się dość przyjemnie. Nigdy nie mów nigdy - oto dobra wstawka jak na ten moment mojego wywodu. Bo jak się okazuje, nie należy skreślać ani autora, ani gatunku z góry.

Eugenie polubiłam już na samym początku. Nie tylko jej zdecydowana postawa zapunktowała w moich oczach. Cała jej postawa i nietuzinkowy zawód bardzo mi się spodobały, choć z podobna profesją zetknęłam się czytając serię Stacii Kane (Nieświęte duchy/Nieświęta magia/Miasto duchów). Mimo to ogół książki w mojej ocenie prezentuje się dość oryginalnie.

Richelle Mead naprawdę się postarała. Pierwsza połowa książki minęła mi jak z bicza strzelił. Autorka oczarowała mnie nie tylko bohaterką, ale i klimatem. Mrocznym, tajemniczym, bardzo zmysłowym i z nutka czegoś specyficznego, czego określić nie potrafię. Sama kreacja Zaświatu i bohaterowie z niego pochodzący zwyczajnie mnie zauroczyli. Dorian z początku trochę mnie zniechęcał, ale później, kiedy przyszło co do czego, nie potrafiłam się zdecydować czyją stronę w wytworzonym trójkącie miłosnym trzymać. Tak, w ten oto płynny sposób przeszłam do kolejnego typowo romansowego elementu - mamy trygonometrię. Eugenie musi dokonać wyboru między dwoma adoratorami - Dorianem i Kiyo. Szczerze powiedziawszy, nie zazdroszczę jej tego dylematu, bo sama nadal nie wiem, po której stronie barykady stoję. Chwilami skłaniam się ku obozowi Doriana, ale są i momenty w których to Kiyo staje się moim faworytem. Mam nadzieję, że kontynuacja - Królowa cierni rozwieje moje wątpliwości. Pomimo tego, że autorka dobrze wykreowała bohaterów i zachowała odpowiednie tempo akcji trójkąt miłosny jest jednak nieco oklepanym zagraniem w książkach, jakie już czytywałam. Jednak w świetle licznych atutów Córki burzy można na to przymknąć oko...

Ale nie można już tego zrobić w przypadku korekty. Leży. Dopatrzyłam się literówek i konstrukcji zdań kompletnie niepoprawnych, co zirytowało mnie do dość poważnego stopnia. Dlaczego wydawnictwo nie zadbało o ten jakże ważny aspekt procesu wydawniczego? I dlaczego okładka jest tak słaba? Chociaż w porównaniu z tym, co prezentuje się na okładce kontynuacji... Dobrze, już nic nie piszę, bo kląć zacznę.

Córka burzy mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że tak dobrze będę wspominała lekturę. Książka Richelle Mead zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i oficjalnie powracam do sporadycznego podczytywania romansów paranormalnych.

Ciekawą kwestią jest wykreowanie historii Eugenie. Tutaj Richelle Mead też dała ładny popis, chociaż przy końcówce spodziewałam się czegoś... czegoś innego. Finisz nie zaskakuje i nie powala na kolana tak jak środek książki co nie zmienia faktu, że utrzymuje przyzwoity poziom. A jako, że jest to paranomal romance dla dorosłych, nie omieszkam wspomnieć o scenach + 18. Łóżkowe akcje w Córce burzy zostały napisane porządnie, z należytym dopracowaniem szczegółów i bez wulgarności, co chyba stanie się niebawem typowym składnikiem powieści tejże autorki. Niesmaku ani przesytu erotyki w powieści nie doświadczymy, więc kolejny punkt. To, czego mogę się czepić, to napięcie w finale. Chodzi oczywiście o finał książki, nie scen erotycznych... Było go za mało. Napięcie co prawda było wyczuwalne, wiedziałam, że czytam o jakimś podniosłym momencie, ale nie czułam tego. Czyżby autorka spieszyła się do końca?

Lekturę niewątpliwie będą wspominała bardzo dobrze i pomimo wytkniętych przeze mnie błędów śmiem twierdzić, że Córka burzy to jedna z lepszych książek jakie czytałam z tego gatunku. Z chęcią i cieknącą ślinką zabiorę się za Królową cierni, oczywiście gdy tylko ją dopadnę...

Moja ocena: 7,5/10

Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 378
Rok wydania: 2008 (oryginał), 2011 (w Polsce)

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
1. Grunt to okładka ("Kwiaty")
2. Przeczytam tyle ile mam wzrostu (+ 2,3 cm)

8 komentarzy:

  1. Raczej nie sięgnę :/

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. ocena 7,5 oznacza, że chyba ci się podobało, co? to czemu piszesz "dobrnęłam do ostatniej strony"? wiem, wiem, czepiam się, ale wkurza mnie, kiedy ludzie tak piszą :P mnie też się książka podobała, kolejna część jest jeszcze lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam i podobała mi się ze względu na to, że w okresie kiedy dorwałam się do tej książki, potrzebowałam czegoś lekkiego. :) Również nie byłam w stanie zdecydować się czy kibicuję Kiyo czy Dorianowi. Ale po drugim tomie moje wątpliwości się rozwiały i już autentycznie jestem Team Dorian :D
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja podziękuję. Takie książki czytam tylko sporadycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem bardzo ciekawa tej lektury, więc prędzej czy później po nią sięgne

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo zainteresowałaś mnie tą pozycją...chętnie bym sie z nią zapoznała bliżej <3
    http://natalax3recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chyba sobie odpuszczę. :P Wiem jaka sesja potrafi być wyczerpująca. Ja akurat w tym roku zaliczyłam wszystko w pierwszym terminie, a ostatni egzamin (w sumie miałam 3) odbywał się 22.01. I mam ferie do 16 lutego! Tyyyyyle czasu! <3. Trzymam za Ciebie kciuki, ale pamiętaj: Nie ma spiny, są drugie terminy ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. W najbliższej przyszłości nie planuję tejże lektury.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.