
Poznajemy Idunn i Asmunda, do których należy dwór wikiński Jotungard. Zakochane w sobie małżeństwo oczekuje przyjścia na świat dziecka. Pewnego dnia w wiosce pojawia się wieszczka - Torden Tora i przepowiada ciężarnej, że urodzi bliźnięta, niestety okazuje się, że to nie oznacza podwójnego szczęścia. Jedna z bliźniaczek zostanie obdarowana przez los wstawiennictwem bogów, drugą niestety czeka przekleństwo z ich strony.
Oryginalnością autorka nie grzeszy, bo przecież o wybrańcach bogów nie raz już można było się naczytać, czy to w mitologii greckiej, czy też w literaturze współczesnej, w dodatku dość popularnym wątkiem jest istnienie lepszego i gorszego bliźniaka. To, co mnie przyciągnęło do tej książki to skandynawskie klimaty i nadzieja na to, że jednak nie będzie to książka tak oklepana, jak się wydaje. W dodatku nigdy wcześniej o Wybrance bogów nie słyszałam, a mam słabość do mniej popularnych książek. Wzięłam się z zapałem do lektury i już na początku zaczęły się schody...
Język jest momentami wręcz koszmarny. Tutaj kłania się chyba jednak nie warsztat pisarski, a tłumaczenie. nie twierdzę, że język autorki jest wybitny, bo na przykład powtórzenia to ewidentnie jej wina, ale toporność tekstu uniemożliwia czerpanie przyjemności z lektury. Po tym względem wszystko kuleje i to znacząco...
Dla odmiany przedstawię może kilka plusów, czego dokonać staram się zawsze. Na pewno wielowątkowość można do nich zaliczyć. Mamy tu intrygę, zazdrość, zdradę i troskę o ukochane dzieci. Autorka prezentuje nam też sporo postaci, wśród których wbrew pozorom można się rozeznać. W kolejnych rozdziałach Jane Mysen opisuje typową codzienność w wikińskiej wiosce. Szkoda, że elementów fantastycznych torcjhę zabrakło. Owszem, są obecne, ale w niezbyt zadowalających ilościach. Chciałabym też dowiedzieć się więcej o całej miologii skandynawskiej, a tutaj mamy tylko wzmianki o Odynie.
Autorka nie zrezygnowała z kilku scen erotycznych, których przeciętny poziom i schematyczna budowa powodują jedynie znużenie lub irytację. Szkoda, można się było postarać...
Wybrankę bogów czytało się mozolnie, choć zdarzały się ciekawsze fragmenty. Bestsellerem tego nazwać nie można, jak to sugeruje napisa na okładce. Jako że jest to seria licząca sobie trzydzieści tomów to raczej wątpię, że uda mi się sięgnąć po części kolejne. Nie uważam, żeby poznanie kolejnych losów mieszkańców Jotungard było mi niezbędne, więc na pierwszym tomie poprzestanę. Ale na książki z elementami mitologii skandynawskiej polowała będę dalej.
Moja ocena: 5,5/10
Autor: Jane Mysen
Ilość stron: 192
Wydawnictwo: Elipsa
Rok wydania: 2000 (oryginał i w Polsce)
Jak skandynawskie sagi kocham (wszystko przez Sagę o Ludziach Lodu) to chyba tę sobie odpuszczę... :P
OdpowiedzUsuńPięć Miesięcy!? :O No to rzeczywiście język musiał być oporny. Zwłaszcza, że książka ma niecałe 200 stron. Przypomina mi to moje zmaganie z "Książę i żebrak" - Twaina. ;/ Recenzowanej przez Ciebie lektury raczej nie przeczytam.
OdpowiedzUsuńNie za bardzo mnie ona ciekawi, więc raczej ją sobie odpuszczę.
OdpowiedzUsuńChyba tym razem nie przeczytam - kompletnie nie moje klimaty... Podziwiam, że wystarczyło Ci wytrwałości na czytanie "Wybranki" przez 5 miesięcy. Moim rekordem są "Krzyżacy" - czytałam 6 tygodni i myślałam, że nigdy ich nie skończę
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
izkalysa
Widzę, że szału nie ma. W takim razie nie będę szukać tej książki tym bardziej, że na razie mam co czytać.
OdpowiedzUsuńLubię literaturę związaną ze Skandynawią ale chyba za tę podziękuję skoro tak ją oceniasz :)
OdpowiedzUsuńZabieram się właśnie za to, ale się aż boję... ;) No cóż, jest krótka, więc mam nadzieję, że nie będzie źle :)
OdpowiedzUsuń