To nie będzie recenzja. To będzie post o książce, ale nie recenzja, bo mam wrażenie, że wrzucanie książki takiej jak dzieło Tolkiena w sztywne i przyziemne ramy których zazwyczaj używa się podczas pisania tejże formy literackiej to niemalże zbezczeszczeniem świętości.
Moja mama mówiła, że do czytania Władcy Pierścieni trzeba dojrzeć. Do tej pory nie wiem, czy i ona ma za sobą lekturę. Ale co fakt to fakt. To, że pod koniec roku minionego zaplanowałam sobie lekturę tegoż tytułu nie oznaczało wcale, że z marszu się do niej zabiorę. O nie... A jeszcze po drodze po raz enty przewinęła się ekranizacja, po której obejrzeniu (w marcu) stwierdziłam "No, to ja się dzisiaj biorę za książkę". I nie. Nie zaczęłam wtedy lektury... Potrzebowałam do zebrania się i rozpoczęcia przygody w świecie stworzonym przez Mistrza jeszcze kilku miesięcy.
Dla elfich władców pod niebem jasnym Trzy są Pierścienie,
Dla krasnoludzkich podziemnych królów Pierścieni Siedem,
Dziewięć dla ludzi - tych ostatecznym śmierć jest przeznaczeniem,
Dla Władcy Mroku na czarnym tronie jest Pierścień Jeden,
W Krainie Mordor, gdzie wiecznej nocy zaległy cienie.
Pierścień Jedyny, by władać wszystkimi, czarem je opętać,
Pierścień Jedyny, by wszystkie zgromadzić i w ciemnościach spętać
W krainie Mordor gdzie wiecznej nocy zaległy cienie.*
Sama nie wiem, ile trwała moja przygoda, poza tym, że stanowczo za krótko. Bo więcej pragnę teraz wszystkiego, co spod pióra Tolkiena wyszło. Postaci, przygód, miejsc, opisów, języka... Epickości, magii, wędrówki. Krain, nazw, gór, lasów zamieszkiwanych przez elfów, imion... Wszystkiego. Przyznam, że ze sceptycyzmem podchodziłam do lektury a i pewną nawet obawą, bo kimże jestem, żeby krytykować klasykę fantastyki, a nuż widelec, jednak mi się nie spodoba. I wsiąknęłam. Chodziłam spać późną nocą, bo "jeszcze kawałeczek, jeszcze jedna strona... o, trzy do końca rozdziału, to już taka nie będę i przeczytam!". Z nieopisanym zdziwieniem mknęłam przez kolejne stronice, zatopiona w jakże wspaniałym, absorbującym i absolutnie genialnym świecie. W klimacie który chwilami był tak ciężki i pełen grozy, że obawiałam się czytać dalej i z drugiej strony doskonale wiedziałam, że nijak książki na bok nie odłożę.
Ale to też historia o przyjaźni. Poświęceniu, walce dobra ze złem i wytrwałości. O zupełnie przyziemnych kwestiach które idealnie wpisały się w historię Froda i jego towarzyszy. Pełne uroku postaci, których działania i słowa urzekają i zapadają w pamięci.
Cóż mogę więcej rzec? Owszem, mogłabym pisać i pisać nieskończenie wiele jeszcze fraz, ale i tak żadna w pełni nie odda niesamowitości i wspaniałości dzieła Tolkiena. Teraz dopiero rzec mogę, że jestem prawdziwą fanką literatury fantasy jak tez podpisuję się pod wszelkimi pochwałami pod adresem twórcy trylogii. Miejmy nadzieję, że tom drugi wpadnie w moje ręce szybko i nie pozwolę mu długo czekać. Jak też że uda mi się zdobyć Bractwo Pierścienia w przekładzie pani Skibniewskiej.

Świat jest dziś istotnie pełen grozy i wiele miejsc tonie w ciemnościach, ciągle jednak istnieje piękno, a chociaż we wszystkich krajach miłość zmieszana jest z bólem, może tym bardziej potężnieje.**
*, ** - oba cytaty pochodzą z książki.
Wszystkie części stoją i się kurzą :(
OdpowiedzUsuńPamiętam, że gdy skończyłam czytać pierwszy tom "Władcy pierścieni", od razu pobiegłam do biblioteki po następną część - tak mnie ta historia wciągnęła. Cieszę się, że Tobie też Tolkien przypadł do gustu. Czytałaś wcześniej "Hobbita", czy od razu sięgnęłaś po "Władcę..."?
OdpowiedzUsuńA propos Tolkiena i Lewisa, o których napisałaś u mnie na blogu: nie wiedziałam, że mieszkali blisko siebie. Zawsze, gdy dowiaduję się o takich okolicznościach - że osoby, które szanuję i podziwiam (najczęściej już nieżyjące) mieszkały blisko siebie, znały się, przyjaźniły - zaczynam myśleć i wyobrażać sobie, jaki owoc mogłaby wydać ich współpraca, połączenie sił :) Ach, marzenia nie do spełnienia! :D
Jak dotarłam do cytatu o pierścieniach, to pomyślałam "o matko, co to za tłumaczenie!?" :) Władcę pierścieni czytałam w sumie ze trzy razy i wiem już że przez dłuższy czas do niego nie wrócę, Z niego za bardzo kipi epickością. by czytać go za często :) ponadto film, który śmiertelnie mnie wynudził też zrobił swoje... Mimo to, bardzo lubię książkę i szczerze Ci życzę, byś dorwała w końcu lepszy przekład :D Miłej lektury pozostałych tomów.
OdpowiedzUsuńWszystko pięknie, cudnie i w ogóle. Zgadzam się, że Władca Pierścieni to arcydzieło, ale pokuszę się o opinię, że chyba trafiłaś na najgorsze wydanie z możliwych. Tak się składa, że mam dokładnie to i jeszcze inne. Przekład bodajże pana Łozińskiego tutaj woła o pomstę do nieba. Jak będziesz mieć kiedyś okazję to porównaj sobie ten egzemplarz z jakimś innym. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMam już od jakiegoś czasu tę serię na oku, może w końcu uda mi się przeczytać.
OdpowiedzUsuńOo widzę że Ci się wreszcie udało, a ja wciąż się zabieram :) Zbieram się od lat wielu, ale ostatnio właśnie postanowiłem, że spróbuję przeczytać ją po 1 semestrze! I mam nadzieję, że wsiąknę tak samo jak Ty, bo również mam tę samą obawę.
OdpowiedzUsuńja chyba jeszcze nie dorosłam - film lubię, ale książki jeszcze nie chce poznać :)
OdpowiedzUsuńJakoś nie mogę się na razie przekonać do twórczości Tolkiena, ale mam nadzieję, że w bliższej przyszłości odmieni się ten stan rzeczy ;)
OdpowiedzUsuńEveryday Book
Tolkien to absolutny mistrz. Uwielbiam jego książki. A Twojej mamie browar się należy. :D piękne słowa. I jak prawdziwe. :)
OdpowiedzUsuńJeśli połkniesz LoTRa, to polecam "Dzieci Hurnia". Jak dla mnie najdoskonalszy dramat... Nie spotkałem się z lepszym... o ile można użyć takiego stwierdzenia...
I ja właśnie chyba byłam niedojrzała, kiedy po Tolkiena sięgnęłam. Musze spróbować jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńJak na razie jestem niedojrzała i raczej po to nie sięgnę. Nie powiem, że nie miałam okazji, bo miałam, ale nie. Ja pasuję.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. ;)
Jak jak na razie mam za sobą jedynie dwie książki Tolkiena, ale jestem nimi równie mocno oczarowana, co Ty tą. :) Uwielbiam wszystkie opisy i niesamowitą historię. ;) A do tego, hobbici :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Naprawdę się wstydzę, że jeszcze nie przeczytałam żadnej książki Tolkiena. "Hobbit" jest moją lekturą szkolną, a "Władcę Pierścieni" chcę przeczytać.
OdpowiedzUsuńOł noł... Łoziński... Przebrnęłaś. To dobrze. :D W przekładzie pani Skibniewskiej tytuł brzmi "Drużyna Pierścienia" (chyba się nie mylę). Super, że Ci się tolkienowski świat spodobał :D Ja też byłam, jestem i zawsze będę nim oczarowana. :)
OdpowiedzUsuńJa oglądałam jedynie film i nigdy nie potrafiłam go zrozumieć, więc może książka coś zmieni. A poza tym jestem ciekawa tolkienowskiego pióra. ^^
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Przypomniały mi się stare, dobre czasy, kiedy zaczytywałam się w tej trylogii :) Mam nadzieję, że pozostałe części również Ci się spodobają :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie :)