22 sierpnia 2013

Premiera Miasta kości & 30-Day Book Challenge: Day 7 & "NIEnawidzę"

Robimy pakiecik, czy też kawkę na szybko z saszetki 3 w 1 ;)

Punkt pierwszy: Miasto kości


Na film czekałam od tygodnia w trybie "nie mogę się doczekać, ja chcę już, ja chcę już, ja chcę już...", kolejne zdjęcia promocyjne, klipy, piosenki i inne takie podsycały tylko mój apetyt. Miałam świadomość tego, że nie dostanę idealnego odwzorowania książki. Że to nie będzie ta sama uczta, co z papierową wersją, niepowtarzalną i cudowną. Oczywiście starałam się podtrzymywać mój sceptycyzm do głównego bohatera męskiego. I mi się udało do trzeciej bodajże sceny z jego udziałem. Chodzi mi o to pomiędzy Clary i Jace'm za klubem. Znana akcja.



 I wtedy dałam się porwać filmowi. I już nie zwracałam uwagi na niedociągnięcia, po prostu pozwoliłam żeby całkowicie mnie ekranizacja wciągnęła. Nie raz wybuchałam śmiechem ("Nie pamiętam niczego co miałabym zapomnieć!"), wzruszałam się na sucho (Historia Jace'a i jego sokoła, ale w książce to było ładniej pokazane... marzyła mi się w tamtym momencie retrospekcja. Króciutka, ale mogliby strzelić...), zachwycałam scenografią (ogród, Miasto kości i wygląd Instytutu), scenami bitew (ach, to było coś! Wzrok wbity w ekran, powstrzymywanie się przed dołączeniem do walki...), śmiałam się z lekkich przegięć (muzyka z początku walki w Dumrotcie... wyglądało to trochę jak Harlem shake po "szadołhantersku"; deszcz w konkretnej scenie między Jace'm i Clary. Błagam..!), wyczekiwałam (więcej Magnusa; więcej niechęci Izzy do Clary). I tak to by wyglądało w skrócie. Zdecydowanie więcej plusów niż minusów i ta ożywiona dyskusja z Rhiamon po wyjściu i omawianie każdego detalu. Ale powiem tyle: JA CHCĘ WIĘCEJ!!! Miasto popiołów przewiduję na końcówkę przyszłego roku. Usychać będę z tęsknoty za Jacem i czytać jeszcze raz całą serię...



PS
Tak jak w książce Simon mnie wkurzał, tak w filmie w sumie żal mi się go zrobiło z oczywistych względów. Ale i tak miłość z tej sagi mam jedną jedyną wieczną;)

PPS
Dialog z kina z Rhiamon:
Ona (szeptem, w czasie gdy wilkołaki zbierały się do instytutu): O kurczę, ale on fajni... Fajni są, nie?
Ja: Wilkołaki zawsze są fajne ^^ (i ta dzika satysfakcja, że miłośniczka wampirów niemeyerowskich przyznała, że wilkołaki są fajne)

Punkt drugi: 30 Day Book Challenge: Day 7 - Książka, która powoduje u mnie śmiech

Szalone życie Rudolfa


Książkę Joanny Fabickiej pożyczyłam od kumpeli tak rzutem na taśmie, bo w sumie już się od niej zwijałam i porwałam w biegu. A potem przez większość czasu śmiałam się od rozpuku i zwyczajnie nie mogłam wytrzymać :) Przygody tego nastolatka i jego próby rozwinięcia swoich aktorskich pasji doprowadzają do tak komicznych scen, że po skończeniu brzuch boli z nadwyrężenia;) Mam ogromna ochotę zorganizować sobie drugi tom, czyli "Świńskim truchtem". Uwielbiam książki w których jest wiele komizmu, tym zawsze autorzy mogą u mnie zapunktować!

Punkt trzeci: NIEnawidzę

Do zabawy przystępuję po raz pierwszy na zaproszenie od Nady z bloga Książkowy zawrót głowy. Co prawda zostałam nominowana do dwóch zabaw, ale blogerka, dobry z niej człowiek, Versatile'a mi odpuściła;)

No to zaczynamy...

1. NIEnawidzę niesłowności. Jak już z kimś się na coś umawiam to zawsze staram się wykonać swoją część umowy i to jak najrzetelniej. I tego samego oczekuję u wymagam od drugiej strony.

2. NIEnawidzę odkopywania pozornie załatwionych w przeszłości spraw. Jak coś jest nie tak, to nie należy zamiataćć tego pod dywanik i trzymać do następnego razu, żeby mieć więcej argumentów. To jest nie fair i tak okropnie mnie irytuje, że stosując takie taktyki wobec mojej osoby można sobie zapracować na sporą krechę.

3. NIEnawidzę spóźniania się. W zestawie z nie uprzedzeniem o niepunktualności morduję wzrokiem i robię kazania. Poszanowanie czasu drugiej osoby to dla mnie jeden z ważniejszych elementów podstawowej uprzejmości.

4. NIEnawidzę przeinaczania i interpretacji faktów na swoją korzyść.

5. NIEnawidzę jak ktoś mi mówi, co mam robić.

6. NIEnawidzę nie kończenia serii przez wydawnictwa. To tak irytujące i bolesne nawet rzekłabym, że nic tylko wziąć pistolet i przyłożyć do głowy. Oczywiście nie sobie.

7. NIEnawidzę narzekania. Mam to po mojej mamie. Owszem, są sytuacje, w których można podzielić się swoim ciężkim stanem samopoczucia, ale czasem mam aż ochotę tego kogoś palnąć. A jestem z natury osobą spokojną.

8. NIEnawidzę zbyt dużego stężenia przekleństw w zdaniu. Owszem, nie twierdzę, że nie przeklinam, ale gdy słychać "k" i "ch" zamiast przecinków w zdaniu to aż czuję taki niesmak i... i po prostu nie mam ochoty gadać z taką osobą. A jak już przypadkiem znajdę się w towarzystwie, w którym z każdej strony co drugim padającym słowem jest przekleństwo to mam ochotę się zwinąć. No bo o czym tu gadać? Wszyscy wiedzą co to "k", "ch" i "p". Aczkolwiek nie zaprzeczę, że zdarzają się sytuacje, w których nie ma nic odpowiedniejszego niż partykuły wzmacniające. Ale złamanego paznokcia do takich przypadków bym nie zaliczyła.

Pozwólcie, że do zabawy nie nominuję nikogo, choć nie jest ona rozpowszechniona równie mocno jak Liebster czy Versatile. Po prostu nie mam dzisiaj do tego głowy i nie będę skazywała nikgo na dzielenie się swoją nienawiścią.

11 komentarzy:

  1. Ja, szczerze powiedziawszy od filmu nie wymagałam dużo i może dobrze bo bym się rozczarowała. Film pod wieloma względami był niedopracowany, aczkolwiek na plus zasługują moi ulubieńcy: Jonathan Meyers i Robert Sheehan bo choćby nie wiadomo jak słabo grali to i tak ich kocham za role w innych produkcjach ^^ Soundtrack też był ładny. ;)
    Co do szóstego punktu NIEnawidzę - całkowicie, absolutnie popieram. -.-
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że nie tylko mi się film podobał. Muszę przyznać, że choć Campbell nie pasuje idealnie na Jace'a z wyglądu to świetnie zagrał. Muzyka miejscami rzeczywiście dziwna, ale na pewno dobrą zrobili do tej w scenie z Pandemonium i spodobała mi się też piosenka Demi Lovato. :)
    Książki z wyzwania nie czytałam, ale może jeśli się na nią natknę to przeczytam.
    Jeśli chodzi o "NIEnawidzę" to zgodzę się co do punktu 6, także nie lubię kiedy wydawnictwo nie kończy serii. Jeśli chodzi o punkt ósmy, również nienawidzę kiedy ktoś co 5 sekund klnie, choć przyznam, że ja również robię to dość często.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze się bawiłam na "Mieście kości" :D Trochę pozmieniali, ale i tak byłam naprawdę zadowolona :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja do kina idę w sobotę :)
    I nienawidzę tych samych rzeczy :/
    A jeśli chodzi o okładki książek, to ta, która Ci się spodobała także trafiła do Polski :)
    Odsyłam: http://www.empik.com/miasto-kosci-tom-1-clare-cassandra,p1079865776,ksiazka-p

    OdpowiedzUsuń
  5. Planowałam przeczytać ,,Miasto Kości'' od dawna i właśnie się za nie zabrałam. Po film raczej nie sięgnę ze względu na to, że nie podoba mi się obsada. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miasta Kości nie czytam i choć zewsząd pozytywne opinie to nie mam na książkę kasy. A e-booków wole unikać. Nie wiem czy jest sens oglądać film nie czytając książki jeśli jest nadziej, że książkę się kiedyś przeczyta. A może w tym przypadku byłoby tak lepiej bo film by zachęcił do lektury i nie rozczarował przy pierwszym obejrzeniu aż tak?

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomimo, że nie cyztałam ksiażki wybieram się na ten film z koleżankami. Trudno, najwyżej strace, choc tresc ksiakzi nie do końca do mnie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziś właśnie piszę swoją opinię o filmie, muszę coś skleić, ale kompletnie nie wiem, czy mi się, jednak podobał, czy nie, nadal jestem w lekkim szoku. Muszę to przemyśleć.

    Ja ogólnie nienawidzę przekleństwa, sama ich prawie nie używam, przynajmniej się staram, ale jak to było w gimnazjum, chyba nie muszę Ci opisywać. O nie wydawaniu serii do końca to już nawet nie wspomnę...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja byłam w środę, tylko trochę mniej zachwycona niż Ty. W sumie dałam mu 7/10, za te milion zmian, które wprowadzili i milion wątków, które pominęli. Wiem, wiem, wiadomo, że pominął, ale... serio? Wyjaśnienie kluczowej tajemnicy to chyba jakiś żart był. Poza tym połowę drugiej części zmieścili w jednym filmie, to dlaczego nie mogli dać więcej wątków z pierwszej? No, ale gdybym nie czytała książki, to by pewnie bardziej mi się podobało. Ogółem przyjemnie się go oglądało i dzięki boskiemu Robbiemu polubiłam Simona (wiadoma scena, czuła, że serce mi się łamie). ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hah! No naprawdę dobry ze mnie człowiek. xD Cieszę się, że wzięłaś udział w zabawie - ja także nienawidzę niepunktualności - niestety mam z nią do czynienia bardzo często, gdyż moja przyjaciółka to niezła spóźnialska. Z punktem 6. absolutnie się zgadzam - nie cierpię, gdy wydawnictwa są niekonsekwentne w kontynuowaniu zaczętej serii, jak np. Amber w przypadku "Żelaznego dworu". :( Jeśli chodzi o ekranizację "Miasta kości" to...jestem nią trochę rozczarowana. Co prawda oglądało się ją przyjemnie, gra aktorska była świetna, efekty specjalne niczego sobie, ale w pewnym momencie zastanawiałam się,czy to nie jest parodia. xD Nie potrafię powiedzieć, czy film był wierny książce, gdyż ją czytałam dobre 4 lata temu - miałam ją sobie przypomnieć przed filmem, ale wypad na premierę do kina 21. sierpnia wyszedł spontanicznie, więc sięgnę po nią ponownie jak skończę to co obecnie czytam - jednak mimo tego, że wiele z niej nie pamiętam to kilka scen w ekranizacji mi nie pasowało, miałam wrażenie, że nie powinno ich być. xD
    P.S. Koniecznie muszę przeczytać "Szalone przygody Rudolfa" - to może być dobra książka na ponury nastrój i chandrę. Moim takim rozweselaczem jest "Buba" Barbary Kosmowskiej - przy niej zawsze płaczę ze śmiechu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * "Szalone życie Rudolfa" znaczy. :) Skąd ja wzięłam te przygody? xD

      Usuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.