20 lipca 2013

Cherem

Od przeczytania książki Dąbrowskiego Anima Vilis jestem bardzo pozytywnie nastawiona do polskiej fantasyki. Wcześniej był też Wroński no i Ćwiek w okolicach matury tegorocznej. Owszem, nie mogę rzec, że przeczytałam sporo książek z dorobku naszych autorów, ale jestem na dobrej drodze, żeby powiększyć moje rozeznanie w polskiej fantastyce.

Cherem Dariusza Domagalskiego jest książką, która z opisu wydała mi się intrygująca, ale gdy spojrzałam na ocenę na LC (oczywiście już po zakupie, a jakże...) naszły mnie pewne wątpliwości. Mimo wszystko, stało się, zaczęłam książkę czytać i wytrwałam w lekturze jakieś dwa dni. Niby wystarczająco dużo czasu, żeby machnąć przynajmniej sto stron, Tymczasem ja utknęłam w okolicach trzydziestej piątej i stwierdziłam, że książka jednak mnie nudzi. Odłożyłam i jakiś tydzień temu ponownie, bardzo spontanicznie po nią sięgnęłam. Przebrnęłam przez kilkanaście stron i ponownie przyszło mi zmierzyć się z wątpliwościami.

"Po co ja to kupiłam?" - pierwszy raz naszła mnie taka myśl jeszcze w mało zaawansowanym stadium czytania danej książki. Ale gdy pojawiła się konieczność przymusowego wyjazdu na trzy dni... bez wahania porwałam Cherema i stwierdziłam, że może jednak coś z tego będzie.

Andrzej Kamiński, agent ABW zostaje powołany do zbadania sprawy skradzionego kontenera zawierającego obiekty kultu semickiego boga Baala. W sprawę zostają zamieszane sekty religijne oraz rosyjska i neapolitańśka mafia. Do tego z samym agentem Kamińskim dzieją się nietypowe rzeczy, a kolejne morderstwa powodują, że to na jego osobie skupia się uwaga gdańskiej policji...

Początki były nieco oporne, ale gdy już wgryzłam się w książkę... Nie potrafiłam się od niej oderwać. W każdej wolnej chwili podczas trzech dni pobytu poza domem wracałam do Cherema i z przyjemnością pochłaniałam kolejne rozdziały. 
Nie jest to może książka zasługująca na określenie "dzieła z górnej półki", ale do zupełnie przeciętnych też nie należy. Na uwagę na pewno zasługuje styl pisania autora - niezbyt wymagający, ale łatwy w odbiorze i powodujący, że szybko i przyjemnie się Cherema czyta. Fabuła jest mało skomplikowana, ale nie tak prosto jest domyślić się zakończenia. W książce mamy styczność z różnymi środowiskami - między innymi mafijnym i policyjnym. Najbardziej zainteresowało mnie to pierwsze i postać rezydenta sołncewskiej mafii. Zaciekawiło mnie również czytanie fragmentów, w których główną rolę odgrywał archeolog pomagający Kamińskiemu odszyfrować zapisy na tabliczkach z skradzionych zbiorów.

Żeby tak różowo, przyjemnie i bazproblemowo nie było wspomnę o kilku niedociągnięciach. Narracja jest prowadzona momentami w nieco dziwny sposób. Niby trzecioosobowa, ale i tak skupia się na jednym bohaterze i jego przemyśleniach. Dobra, ale po co wrzucać akapit, w którym zainteresowanie konkretnym bohaterem ze strony narratora znika i skupia się on na opisaniu obecnej sytuacji? Zauważyłam, że w jednym miejscu wystąpił błąd, bo Kamiński wiedział o przezwisku jednego z policjantów z lokalnej policji, kiedy tamten wcale tego przydomka nie zdradzał.
W dodatku postać Kamińskiego została wykreowana z pewnym uchybieniem. Agent ABW wiedząc, że szef rosyjskiej mafii nie jest zbyt pobłażliwym i chętnym do ugody wybiera się do jego meliny bez żadnej broni. Robi filmowe wejście i jeszcze uchodzi z życiem. Naiwne to zagranie ze strony doświadczonego agenta ABW, ale powiem szczerze, że można przymknąć na nie oko. Trochę bawi, ale nie jest jakimś strasznym, kardynalnym błędem.
Mamy też w książce pseudo wątek miłosny, tudzież łóżkowy, bo związek bohaterów ogranicza się do jednej sceny erotycznej, którą, jak mi się wydaje autor wrzucił nieco niepotrzebnie i dla urozmaicenia fabuły lub zwiększenia objętości książki. Nie była to jakaś gorsząca, czy wyjątkowo wysmakowana scena, ale nic nie wnosiła i można ją było pominąć.

Podsumowując Cherem wielkim arcydziełem nie jest, ale na pewno nie zasługuje na lincz i stracenie. Określiłabym ją jako przygodówkę z elementami historycznymi i fantsatycznymi. Pod kryminał też można podpiąć, ale ogólnikowo podpada raczej pod nie najgorszą sensację, z którą miło spędziłam kilka popołudni i wieczorów. Czytało się sympatycznie i nawet zapałałam sympatią do kilku bohaterów. Polecam na nudę, ale nie należy liczyć na zbyt wielkie kontrowersje.

Moja ocena: 7/10

Autor: Dariusz Domagalski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2011

17 komentarzy:

  1. Niestety, do 'Cheremu' nie potrafiłem się przekonać. Sięgnąłem po nią, aby zapoznać się z kolejnym rodzimym pisarzem. Książka mnie nie wciągnęła, często nudziła i zrezygnowałem. Czytając recenzję pomyślałem 'może to był błąd'...
    Ale ponoć pierwsza myśl jest najlepsza. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję trochę, że tak mało czytam książek polskich autorów, następnym razem, gdy będę w bibliotece muszę coś z ich dorobku wypożyczyć. ;)
    Tą książkę chyba sobie odpuszczę, jakoś akcja mnie do niej nie przekonuję. Jednak nie moje klimaty.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pracuję właśnie nad tym, żeby poznać lepiej polskich autorów :) Z fantastyki też bym się chętnie podszkoliła więc może wkrótce przeczytam i tą książkę. Na razie poczytuję sobie Wiedźmina :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie przemawia ona do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. O "Cheremie" do tej pory nie słyszałam - może tak miało być, bo jakoś mnie specjalnie do niego nie ciągnie. ;) Jeśli chodzi ogólnie o polskich autorów to raz na jakiś czas staram się coś spod ich pióra podczytywać, czy to z gatunku fantastyki, bądź innych i jeśli chodzi o ten pierwszy typ literatury to jak najbardziej pozytywnie wspomninam spotkanie z kultowym "Wiedźminem" Sapkowskiego (muszę koniecznie kiedyś do tej sagi powrócić), a zwłaszcza jego dwoma tomami opowiadań, których bohaterem jest właśnie Geralt z Rivii- polecam gorąco jeśli nie czytałaś. :) Udało mi się uszczknąć też nieco specyficznej prozy Pilipiuka i spodobała mi się ona na tyle by mieć w planach kilka jego powieści. Z polskiej fantastyki mogę Ci także polecić "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza, "Alicję" i jej kontynuację "Alicja i ciemny las" Jacka Piekary - naprawdę niezłe książki. :) Ja tymczasem chciałabym się zabrać za serię "Kłamca" Ćwieka i jego "Chłopców", o których wspomniałaś ( chociaż nie wprost ;) )- ciekawią mnie te powieści od dawna. ;) Kurczę, słowotoku dostałam- strasznie długaśny mi ten komentarz wyszedł i na dodatek przerażająco odbiegający od tematu Twojej recenzji...No nic. :P
    Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Recenzenta! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej nie moje klimaty. Poza tym jeszcze się jakoś nie przełamałam w kwestii książek polskich autorów, więc póki co wstrzymam się z przeczytaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chce się przekonać do polskiej fantasy, to nie zaczynałabym od tego autora XD
    Czytałam kilka jego książek, z samym autorem nawet przeprowadziłam coś na kształt wywiadu. Jego dzieła są nieprzewidywalne i oryginalne, ale te sceny erotyczne to nie jedyny element który bywa wprowadzany niepotrzebnie. Cóż.. taki widać styl. Kolejna osoba, od która motywuje mnie by lepiej pisać :D. Jak takiemu dziełu się udało to moim też.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do konca nie jestem przekonana, ale licze, ze z biegiem czasu to sie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie coś dla mnie, "Anima Vilis" też mam w planie, świetna recenzja :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybacz, że odpisuję Ci dopiero teraz, ale wcześniej jakoś tak nie było okazji. :)
    Zgadzam się, że wykreowanie takiego bohatera jak Felix jest swego rodzaju wyzwaniem. Jest on bohaterem, którego mimo wszystko da się lubić i o dziwo, mnie nie irytuje. Wręcz przeciwnie, jest jednym z tych niewielu, do których zapałałam czymś na rodzaj sympatii. Poza tym, co dla mnie jest najważniejsze, nie sprawia wrażenia postaci "papierowej", nie jest przesłodzony. Mogę go spokojnie zaliczyć do ulubionych bohaterów literackich.

    Co do recenzji... Tak czytam, czytam i książka chyba nie dla mnie. Już kiedyś kupiłam książkę z powodu ładnej okładki (zlinczujcie mnie za to!) i do tej pory po nią nie sięgnęłam, gdyż najzwyczajniej w świecie mnie zanudzała. Ponadto wątek mafii i policji mnie tak jakoś... Nier wiem. Odstręcza? Chyba tak. Owszem, lubię, a nawet można by rzec, że uwielbiam takie wątki, ale TYLKO I WYŁĄCZNIE w wydaniu Cobena.
    Z polskiej fantastyki mam za sobą "Wiedźmina", po którego bardzo chętnie sięgnę jeszcze raz.
    Jeżeli polubiłaś polską fantastykę, to mogę Ci polecić "Maskę Luny". Książka po prawdzie jest zaliczana do horroru, ale ja bym jej tm nie zakwalifikowała.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja wciąż nie odkryłem polskiej fantastyki, ale interesują mnie niektóre powieści, po które na pewno niedługo sięgnę. Cherem jakoś mnie nie przekonuje, może w przyszłości jeszcze się nad tym zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, zapomniałem spytać: gdzie idziesz na studia? ;D

      Usuń
    2. Wrocław, czyli będziemy sąsiadami xD

      Usuń
  12. Raczej lektura niezbyt w moim guście, aczkolwiek wypadałoby w końcu odstawić zagranicznych pisarzy i zapoznać się nieco z polskimi ;)

    Nominowałam Twojego bloga do TVB Award. Zasady nominacji znajdziesz na moim blogu (czytelniaa.blogspot.com) w najnowszym poście.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej, nominowałam Cię do Liebster Blog Award :)
    Więcej http://blog-goszki.blogspot.com/2013/07/wielki-powrot-oraz-kilka-ogoszen.html

    OdpowiedzUsuń
  14. No co ja mogę zrobić, że jakoś do tej polskiej literatury nie mogę się przekonać? To wszystko wina Grocholi
    written-by-bird

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.