4 lipca 2013

Błędny krąg

Felix Castor potrafi radzić sobie z umarłymi. To żywi go wkurzają.I to z żywymi ma teraz najmniej problemów.

Seria Mike'a Careya przyciągnęła moją uwagę już dawno temu, ale pierwszy tom wpadł mi w ręce jesienią minionego roku. Zasada dotycząca czytanych przeze mnie serii jest prosta - pierwszy tom nie do końca cię nie przekonał, to sięgnij po drugi. W tym przypadku było inaczej. Już na samym początku Mojego własnego diabła wiedziałam, że pokocham pióro Careya. I potwierdzenie tego mam teraz - przeczytawszy tom drugi, kiedy to myślami wciąż wracam do inteligentnie poprowadzonych wątków i ciętych ripost Castora.

Felix ma kłopoty, ale to żadna nowość. Pech też powrócił, a rzekłabym nawet więcej - wcale go nie opuścił. Bo teraz na głowie ma pracę dla policji poszukującej zbrodniarza, odnalezienie porwanego ducha (tak, ducha też da się porwać) i dziwną niematerialną cuchnącą piekłem istotę w kościele św. Michała. A na marginesie stałe dodatki do menu głównego - brak kasy, kumpel opętany przez Asmodeusza i w pakiecie sukkub, który chce zostać egzorcystą. Kolejny dzień w "raju Castora".

Część tą czytało mi się nieco dłużej od poprzedniej, ale śmiem twierdzić, że Błędny krąg pochłonął mnie jeszcze bardziej niż tom pierwszy. Mike Carey doskonale wie o czym pisze i potrafi swoimi książkami zaprezentować warsztat pisarski na bardzo wysokim poziomie. Wszystkie opisy są bardzo obrazowe, ale i bogate w szczegóły - stąd objętość książki i gęstość druku zapewne... Problemem to wielkim nie jest, bo jak już się w przygody Felixa "wgryziemy" to książkę ciężko odłożyć. Nawet te mniej interesujące fragmenty są napisane na tyle przystępnym językiem, że dla samej lekkości czytania warto przez nie przebrnąć.

Bohaterowie. Zasadniczo Castor zajmuje cały pierwszy plan i większość jego najbliższego otoczenia poznajemy tylko w chwilach, gdy dochodzi do konfrontacji z Felixem. Owszem, można by kilka postaci zaliczyć do grona ściśle drugoplanowego. Bo Nicky, Rafi, Pen i Juliet pojawili się już w Moim własnym diable i ich losy są ściśle powiązane z poczynaniami i tarapatami Felixa.

Za co podziwiam autora? Za rzetelność i umiejętność powiązania ze sobą na pozór trzech różnych i niezwiązanych ze sobą wątków. To, jak Carey uknuł intrygę jest mocno rozbudowane i sięga swoimi korzeniami do pierwszego tomu w którym to poznajemy wszystkie "stałe" postacie. Samo rozwiązanie jest nietypowe, historia ludzi w to zamieszanych intrygująca i zajmująca myśli. A i fakt, że osobiście dotyka to głównego bohatera nie jest bez znaczenia.

Niestety, w tej części trochę siadł klimat. Może już po prostu nie wczuwałam się tak bardzo w nastrój książki, może faktycznie był mniej obecny. Albo po prostu już nie zwróciłam uwagi na oczywisty fakt, jakim jest środowisko w jakim obraca się Felix. Bary dla egzorcystów, mroczne zaułki, szpital psychiatryczny... Nic dla mnie to nadzwyczajnego.

Wspominałam już, że uwielbiam bohaterów w typie tego tu? Felix jest cyniczny, sarkastyczny, ironiczny, bywa złośliwy i mówi bez ogródek. Potrafi zachować zimną krew i popisać się pomysłowością. Troszczy się o najbliższych przyjaciół, ale bliska znajomość z "ulubionym nieboszczykiem Castora" bywa trudna i w ryzyko ma wpisane celowanie z odbezpieczonego pistoletu do zaufanego kumpla. Felixowi rola etatowego sukinsyna bardzo pasuje do wizerunku.

Z niecierpliwością czekam, aż w swoje ręce dostanę Przebierańców - tom trzeci. Mike Carey Błędnym kręgiem wdarł się do grona moich ulubionych pisarzy i kiedy tylko będę miała taką możliwość wezmę się za kontynuację przygód Felixa. W tej części więcej mamy wątków paranormalnych, są rytuały, duchy, egzorcyzmy i koniec końców opinie, że tom drugi jest lepszy od pierwszego (co rzadko się zdarza) okazują się prawdziwe.

Moja ocena: 8,5/10

Recenzja tomu pierwszego: KLIK

Autor: Mike Carey
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: 461
Rok wydania: 2008 (za granicą), 2009 (w Polsce)

Seria o Feliksie Castorze:
1. Mój własny diabeł
2. BŁĘDNY KRĄG
3. Przebierańcy
4. Krew nie woda
5. Nazwanie bestii

13 komentarzy:

  1. Już nie raz widziałam książki z tej serii i narobiłam sobie na nie smaka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie zapoznałabym się z tą serią :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi ciekawie, jak będe miała okazję to przeczytam, bo wielbię książki FS, a o tej sporo słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja także lubię taki typ postaci. Są jakieś takie inne, bardziej wyraziste. A poza tym to sztuka stworzyć sarkastycznego bohatera, którego się lubi.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i mnie zaciekawiłaś, niestety pierwszej części nie czytałam, zapytam, czy jest w bibliotece ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już od dawna mam ochotę zacząć tę serię i - przekonałaś mnie! Teraz już na pewno muszę ją gdzieś znaleźć i w wolnej chwili przeczytać ;)
    Pozdrawiam,
    Mai

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale świetna okładka i fabuła też wzbudziła moją ciekawość. Rozejrzę się za tą serią teraz w wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widze, ze same prawie pozytywy. Cos czuje, ze ja takze bede zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja jakos nie mogę się przekonać do tej ksiązki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie słyszałam o tej serii i w sumie to nie za bardzo mnie zainteresowała. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do tej serii, sama nie wiem dlaczego. Spasuję tym razem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwszy raz słyszę o tej serii, może kiedyś spróbuję przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tym postem wkupiłaś się w moje łaski, możesz być z siebie dumna. :) A tak na poważnie, to uwielbiam Careya i jego nadzwyczajną serię o Feliksie Castorze (swoją drogą, czy tylko mnie się wydaje, że Feliks ma magnez do przyciągania tarapatów i gdzie nie pójdzie to zawsze mu ryj obiją? :c). Serię przeczytałam już dawno i faktycznie "Błędny krąg" jest z nich wszystkich najsłabszy, według mnie. Jestem jednak skłonna przymknąć na to oko, ponieważ całe "niedopracowanie" "Błędnego kręgu" wynagradzają mi "Przebierańcy".
    Druga część w istocie nie ma tego szczególnego klimatu, który dało się wyczuć w pozostałych. Mniejszym jednak warto ją przeczytać, choćby dla samego bohatera, który dla mnie jest niezwykle ujmujący. Nawet taki z deka fajtłapowaty. :)

    Pozdrawiam i dodaję blog do obserwowanych.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.