12 maja 2013

Dreszcz

Jako, że jestem jakoś w połowie maturalnego maratonu (polski, matma i angielski za mną, wos, angielski ustny i polski ustny przede mną) i tę gorszą część mam już za sobą, postanowiłam wcześniej niż planowałam powrócić do blogerskiego półświatka. Dzisiaj w ramach relaksu skupiłam się na kończeniu lektury Dreszcza dochodząc wraz z Rhiamon do wniosku, że więcej wosu nie ma co powtarzać. Na marginesie, Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie powstała w 94 roku... Wiedzieli, że mój rocznik może być niebezpieczny...

 A teraz przejdźmy już do obiektu moich aktualnych literackich westchnień. Jak wiadomo z jednej z poprzednich notek, dorobiłam się Chłopców, ale nie zaczęłam ich lektury. Za to spontanicznie, jakoś dwa tygodnie temu weszłam w posiadanie Dreszcza. Zachęcona przeważającymi opiniami o pozytywnym wydźwięku na temat najnowszej książki Ćwieka zignorowałam kolejkę książek do przeczytania stojących od już prawie pół roku, jak też rzuciłam w niepamięć złowróżbne słowo skłaniające do głębokiej refleksji jakim jest "MATURA" i zabrałam się za Dreszcza.

 Ryszarda Zwierzchowskiego poznajemy jako podstarzałego rockmana wyznającego "Sex & Drug's And Rock'n'Roll" jako filozofię życiową. Nie grzeszy on schludnością ubioru, o porządek i dobrą opinię też nie dba zasadniczo, a na osiedlu, na którym mieszka ma opinię satanisty, antychrysta i brudasa. Jego kumplem jest górnik Alojz, a córka Janina vel Janice mieszka w USA. Pewnego razu Rychu przysypia na leżaku beztrosko celebrując popołudnie przy sześciopaku piwa i z ukochaną gitarą pod ręką. Dochodzi do wypadku, który, jak podpowiada zdrowy rozsądek, powinien zakończyć się śmiercią naszego bohatera. A tu się okazuję, że jak cię piorun trzaśnie, to i supermocy możesz się dorobić...

 Równocześnie z losami Rysia poznajemy w przeplatających się ze sobą podrozdziałach wątki kryminalne dotyczące mimów mordujących ludzi w Krakowie. Tutaj mała dygresja - Ja nigdy za mimami nie przepadałam i teraz zwyczajnie będę je darzyła antypatią, Oczywiście przejdę do tej części tuż po tym, jak przestanę się tarzać ze śmiechu na myśl o humorze autora i ulubionych cytatach z Dreszcza...

 Co mogę o książce rzec? Że na pewno dostałam to, czego się spodziewałam. Zdecydowanie podpasował mi humor autora i rockandrollowy klimat. Język nie należy do banalnych, a niektóre porównania po prostu zwaliły mnie z nóg. Całokształt Dreszcza zdecydowanie idealne trafia w moje literackie gusta - bo mamy utwory znanych kapel, bohatera o wątpliwej moralności i inteligentne, nie pozbawione wulgaryzmów dialogi. Żeby Dreszcza czytać, trzeba mieć trochę dystansu do świata i "tematów tabu". Bo bez tego odłożymy książkę po jakichś... dwudziestu, trzydziestu stronach, zniesmaczeni i zdegustowani. O tym wspomina na samym wstępie sam autor. Obiecuje też, że narysuje kwiatka tym, którzy nie odważyli się przewrócić strony z obawy o utratę swej niewinności. Jam kwiatka nie chcę, chcę Dreszcza więcej!

 Co się tyczy bohaterów - Rycha polubiłam. Bardzo Rycha polubiłam nie tylko za jego luzackość, ale też za fakt, że gdy stał się bohaterem, nie przemienił się w grzecznego chłopczyka, a nadal pozostawał wierny swoim ideałom. Nie zasmuciłoby mnie posiadanie takiego ojca (choć na swego nie narzekam!). Chodziłabym z ojczulkiem na koncerty, a nie, uciekała do stanów jak cholerna Janeczka, żoneczka pastora... (Bez urazy, kobitka mnie wkurzyła, tym bardziej, że osobiście miałam do czynienia z wyjazdem jednego z członków rodziny za ocean). A Rychu się tym nie przejął i dalej wiódł swój radosny, rockandrollowy żywot (się zastanawiam, czy i ja w tym kierunku w podobnym wieku nie pójdę, tym bardziej, że jak na razie nie mam zamiaru rezygnować z moich upodobań muzycznych;).

 Kogoś oprócz Janeczki nie polubiłam? Może Alojza. Nie tyle, nie polubiłam, co zdziebkę mnie irytował. Za to niesamowicie urzekła mnie postać Ekumena, połatanego z części ciała świętych... (Tu pochwała dla pana Ćwieka za pomysłowość). Szczegółów nie zdradzę, bo spoilerować nie lubię.

 Śmiem twierdzić, że sama fabuła na oryginał nie zakrawa i gdyby nie marka, jaką już sobie autor wyrobił innymi publikacjami (o których tylko słyszałam, bo Dreszcz to pierwsza książka pana Ćwieka, jaką czytałam), to podejrzewam, że po lekturę bym nie sięgnęła. Bo przecież bohaterowie i supermoce to temat zbyt popularny w obecnych "modach" książkowych nie jest. Ale gdy zestawić to z oryginalnymi pomysłami autora, językiem i HUMOREM (którym to najbardziej u mnie punktuje) mamy ciekawą, powodującą nie kontrolowane wybuchy śmiechu (wymuszające przerwanie lektury i chwytanie się za brzuch, bądź w skrajnych przypadkach pokładanie się na podłodze... Ja tu nie koloryzuję, serio tak było!) i relaksującą książkę. I z tegoż właśnie powodu wystawiam bardzo obiecującą ocenę:

8,5/10

Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 282
Rok wydania: 2013

A teraz co? Okres maturalny trwa, więc trzeba udawać, że człowiek powtarza materiał... A potem trzeba będzie uczcić to i owo i podejrzewam, że na literackie przyjemności czas przyjdzie dopiero po Dniach Fantastyki we Wrocławiu (na które się wybieram, jeszcze jacyś chętni). I to zarówno na czytanie, jak i pisanie. Podejrzewam, że pod koniec tygodnia nadchodzącego dodam jeszcze stosik (bo książek trochę przybyło do listy "Do przeczytania" choć głównie pożyczonych, ale mam jeszcze w planie pewien konkretny zakup na ten miesiąc, a nawet dwa, bo przecież MORGANVILLE 28 MAJA!

I to chyba tyle. Maturzystka z obłędem w oczach (taa, jassne) się żegna. Jak napisze jakiś znaczący fragment prezentacji z polskiego to wtedy wezmę się za Chłopców Ćwieka. I tak się musi człowiek motywować...

9 komentarzy:

  1. Stoi u mnie na półce, nie mogę się doczekać, kiedy po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam za sobą i wspominam jako całkiem przyjemną:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam Alojza lubiłam, ale w cholerę denerwowała mnie jego gadka :P się namęczyłam, by zrozumieć co on mówi :)
    Ogólnie jak dla mnie "Dreszcz" mógłby być lepszy, ale był to ciekawy uzupełniacz czasu w oczekiwaniu na "Chłopców 2" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twórczosc Cwieka poznałam dzieki 'Chłopca' chetnie zapoznam sie i z ta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem jak ty ale ja jadę na rezerwie. Te testy mógłby się już skończyć. Ja już sama nie wiem czy jest jeszcze sens się uczyć a jeśli nie to co robić... Zgaduje że ty podobnie jak ja jeszcze prezentacji na polski nie napisałaś? Jeśli tak to witaj w klubie. Ale lepiej po swojemu na ostatnią chwilę niż kupione, co nie?

    Książki nie czytałam. Wole jeszcze czasem poudawać tą niewinną XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie miałam przyjemności zapoznać się z tym autorem, ale mam w planach przeczytać ją jedną jego powieść. Nie wiem, czy będzie to ta, ale może akurat.

    OdpowiedzUsuń
  7. O książce jak najbardziej słyszałam, ale okazji przeczytać jeszcze nie miałam. O tak, wampiry z Morganville, nie mogę się doczekać. Powodzenia na ustnych! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio głośno o tej powieści. Przyznam szczerze, że nie czytałam dotąd żadnej z książek J.Ćwieka.

    "A tu się okazuję, że jak cię piorun trzaśnie, to i supermocy możesz się dorobić..." - i właśnie dlatego uwielbiam twoje recenzje. ;D No cóż, tobie się podobało to i może mi się spodoba. Przeczytam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Polubiłam Ćwieka od czasu "Chłopców" i marzę, żeby zdobyć własny egzemplarz "Dreszcza" i wreszcie go przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.