...czyli lincz sobie fundnę.
Wątpliwości nie ulega, że marzec
upłynął pod znakiem śpiewających drzew. Wszędzie były
zapowiedzi, z tego co się orientuję, pojawił się też konkurs w
którym można było wygrać tytuł i każdy w propozycjach
wydawniczych na najbliższe tygodnie książkę pani Gallego ujął.
W wyniku tej kampanii promocyjnej i u mnie pojawiła się chrapka na Tam, gdzie śpiewają drzewa. Tytuł i okładka wraz z opisem
dopełniającym trio oddziaływały na wyobraźnię, podejrzewam, że
nie tylko moją, toteż sięgnęłam do własnej kieszeni i zamówiłam
sobie własny egzemplarz.

Znamy fabułę? Jest królestwo –
Nortia. Jest księżniczka Viana, która wychowała się na dworze i
jest już zaręczona z pewnym młodzieńcem. Już w pierwszym
rozdziale odnalazłam elementy innych znanych baśni i historii
(Śpiąca królewna, Piraci z Karaibów i... i coś jeszcze). Nie
wróżyło to obiecująco, ale z lekkością doczytałam pierwszy
rozdział. Potem drugi, trzeci, czwarty... STOP. Zatrzymałam się,
straciłam zainteresowanie. Gdy ponownie wróciłam do lektury jakiś
tydzień później... Oj, zgrzytało!
Zacznijmy od głównej bohaterki.
Jeżeli kiedyś przyjdzie mi robić zestawienie najbardziej
znienawidzonych postaci literackich Viana de Rocagris będzie pełniła
honory i wystąpi w tymże rankingu na jednym z trzech pierwszych
miejsc. Do tej pory nie spotkałam się z tak irytującą, głupią i
infantylną paniusią. Damulka przez 85% książki tak niesamowicie
działa mi na nerwy, że klęłam na głos bez skrupułów nie
przejmując się tym, kto z domowników mnie usłyszał. Przez pół
książki Vianę interesują tylko i wyłącznie wytworne stroje i
dworskie maniery, nawet w chwili gdy barbarzyńcy najeżdżają jej
ojczyznę. Nawet przyparta do muru, kiedy jej cele powinny być
bardziej wzniosłe i tak myśli dziewczyny zajęte są modnymi
ubiorami. I to ma być buntowniczka? Ignoruje wszelkie porady i
nakazy ze strony jedynego sojusznika – Wilka. Jeżeli autorka
chciała pokazać w ten sposób buntowniczość i upór to jej nie
wyszło. Wykreowała Vianę na płytką, dziecinną i egoistyczną
dziewuchę.
Barbarzyńcy. Czarne charaktery,
wrogowie ludu Nortii, uzurpatorzy. Harak i jego pseudo brutalność.
Kolejny minus dla autorki – we mnie te podłe dranie z Plemion
Stepowych nie wywołały żadnych gwałtownych uczuć. Laura Gallego
nie potrafi wzbudzić żadnych emocji – po lekturze śpiewających
drzew spodziewałam się może nie kaca, ale... ale czegoś na
kształt tego, co czułam po przeczytaniu Pocałunku kiera. Że będę
żałowała, że to wszystko już się skończyło, że nie przeżyję
kolejnych przygód, że muszę rozstać się z bohaterami. A tu null.
Z radością zabiorę się dzisiejszego wieczoru za inną książkę
czując ulgę że wydostałam się z tego czegoś co stworzyła
autorka.
Sam Uri też mnie nie zauroczył. Nie
było w nim nic urzekającego, chwytającego za serce, nie zrobił
nic romantycznego, bohaterskiego... denerwował. Nie mam pojęcia na
jakiej podstawie Viana się w nim zakochała, ale widocznie ciągnie
swój do swego.
Ja wiem, że to jest powieść dla
młodzieży, ale błagam – tutaj mamy styl gorzej niż przeciętny.
Może to wina tłumaczenia, a może autorka powinna bardziej go
dopracować. Zdarzały się powtórzenia, a niektóre zdania wyraźnie
zostały napisane „na odwal, żeby czymś zapchać”. No bo jakim
cudem w POJEDYNKU miecz jednego z rycerzy może siać spustoszenie?
Albo za oknem może znajdować się próżnia? Z tego, co mi wiadomo,
takie rzeczy tylko w kosmosie...
Jedyne, za co mogę pochwalić
autorkę, to fabuła. Fabuła z ogromnym potencjałem, zmarnowanym,
bo wykonanie mnie momentami podłamywało. Na temat miejsca, w którym
śpiewają drzewa mamy może dwa rozdziały. Liczyłam na młodzieżowe
fantasy z górnej półki, a dostałam przeciętne czytadło z słabo
dopracowanym wątkiem miłosnym. To, to już jest zupełne
nieporozumienie. Viana i Uri spędzają ze sobą kilka dni i ni stąd
ni zowąd chłopak się w niej zakochuje. Nic kluczowego między
bohaterami się nie dzieje i mam wrażenie, że element romantyczny
został upchnięty „bo tak jest modnie”.
Okładka jest piękna, choć w druku
jest kilka błędów. Najbardziej karygodny to błąd gramatyczny, bo
nie ma formy „wymyśleć” - nawet teraz edytor tekstowy robi mi
brzydki czerwony zygzak. Tak jak nie ma „lubieć” i
„nienawidzieć”, tak nie ma „wymyśleć”. Czyżby się
redakcja nie przyłożyła...?
Koniec końców jest jeszcze jedna
zaleta – szybko się czyta. Owszem, jest sporo opisów, a główna
bohaterka i cała reszta postaci są raczej schematyczni, to szybko
przebrnęłam przez pół książki. Końcówka się dłużyła.
Od około setnej strony zaczęłam się
zastanawiać nad oceną. Będąc w połowie stwierdziłam, że będzie
siódemka. Z każdym kolejnym rozdziałem wahałam się coraz
bardziej i niestety ale...
6/10
Autor: Laura Gallego
Wydawnictwo: Dreams
Ilość stron: 399
Rok wydania: 2011 (za granicą), 2013 (w Polsce)
Muszę przyznać, że ostudziłaś mój zapał do tej książki. Gdzie okiem sięgnąć tam same pozytywne recenzje tej powieści. Wyobrażałam sobie, że jest to Bóg wiec co... Całe szczęście, że znam prawdę o tej historii, nie wyrzekam się jej, ale na pewno już z innym podejściem zasiądę do lektury.
OdpowiedzUsuńO nie, skoro główna bohaterka jest taka jak mówisz to zdecydowanie musze sobie odpuścić czytanie tej książki, bo bym chyba tego nie zdzierżyła...
OdpowiedzUsuńnienawidzę takich bohaterów jak Viana :/ pomimo tylu pozytywnych recenzji (a wielu blogerów nie wymienia żadnych negatywów), wciąż nie mam ochoty na tę książkę. fabuła nie wydaje mi się zbyt ciekawa, po prostu.
OdpowiedzUsuńps. moja przyjaciółka siedząca obok jest zachwycona szablonem bloga, a muszę powiedzieć, że i mi się podoba, choć taki mrok to nie do końca dla mnie.. ;)
Po Twojej recenzji trochę inaczej patrzę na tą książkę, szkoda, że wyszło tak przeciętnie, ale myślę, że przeczytam, wyrobię sobie własne zdanie.
OdpowiedzUsuńNie strasz nawet... właśnie zaczęłam czytać :)
OdpowiedzUsuńOjojoj, ostudziła mnie twoja recenzja... Teraz nie odważę się jej kupić, ale przeczytać i tak przeczytam ;)
OdpowiedzUsuńPrzyznaję, że i ja byłam w grupie osób, które chciały przeczytać tę książkę. Zaczarowała mnie okładka. To niewiarygodne jak wiele może oprawa graficzna! No, ale po twojej recenzji dowiedziałam się już bardzo dużo o wadach powieści. Myślę, że takie opinie bardzo przydają się, kiedy jest moda na jakąś książkę. Chyba nie tego się spodziewałam, ale i tak z chęcią sięgnę po 'Tam gdzie śpiewają drzewa'. Głównie, żeby sama się przekonać :)
OdpowiedzUsuńZaskoczyła mnie Twoja recenzja, ale czytało mi się ją przednie. :) Ostudziłaś lekko mój zapał do lektury "Tam gdzie śpiewają drzewa", jednak myślę za i tak po tę książkę sięgnę- zawsze muszę sprawdzić wszystko na własnej skórze. xD :)
OdpowiedzUsuńmam ją na półce, ale jakoś trudno mi się za nią zabrać. ciebie jakoś nie zachwyciła a czytałam już achy i ochy o niej :)
OdpowiedzUsuńNie znoszę, kiedy książka jest tak schematyczna, przewidywalna... Okładka faktycznie piękna, tytuł też, ale nic poza tym.
OdpowiedzUsuńMnie te wszystkie akcje promocyjne i tak nie zainteresowały tą książką, a teraz czytając Twoją recenzję widzę, że nic nie tracę. I nawet mi z tym dobrze :)
OdpowiedzUsuńMyslałam ze dasz maksymalną ocene, a tu zaskoczenie, ale i tak przeczytam.
OdpowiedzUsuńTeż jestem zaskoczona, gdyż czytałam niemal same ochy i achy na temat tej książki a tu takie zaskoczenie. Dziękuję za rzetelną recenzje. Będę teraz przynajmniej wiedziała czego mogę się spodziewać po tej pozycji.
OdpowiedzUsuńMnie się książka podobała bardzo, ale Uri też mnie nie zauroczył. No powiedzmy sobie szczerze, był po prostu do d***. Mimo wszystko wspominam ją bardzo dobrze. To prawda, że były powtórzenia itd., ale cała jej magia mnie pochłonęła.:)
OdpowiedzUsuń6/10 nie jest źle. :D Szkoda, że Ci się nie spodobało. ;)
OdpowiedzUsuńTak pojechałaś po książce, a taka ocena? :P Fajnie, że przeczytałam Twoją recenzję, ja często czuję, że jak wszyscy tak o książce słodzą to mi się nie spodoba :P Kiedyś chciałam sięgnąć, teraz mam wątpliwości...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Po recenzji spodziewałam się niższej oceny :)
OdpowiedzUsuńOd samego początku jakoś szczególnie nie ciągnęło mnie do tej książki.
Pomimo twojej recenzji i tak chciałabym sięgnąć po tą książkę. : )
OdpowiedzUsuńłeeee.
OdpowiedzUsuńJedną z najgorszych rzeczy, którą mogą spotkać mola książkowego, to książka z potencjałem, który został zmarnowany. Jedyne pytanie, które wtedy nasuwa się na myśl to
" AUTORZE WHY?"
Odpowiedź chyba jest znana ;)
A po książkę może kiedyś spróbuję sięgnąć.
Kiedyś tam.
W bliżej nieokreślonej przyszłości.
mysle ze te opisy mogłyby mnie zniechęcic :(
OdpowiedzUsuńNie przepadam za takimi opisami, pomimo pięknej okładki raczej odpuszczę sobie tę książkę.
OdpowiedzUsuńOd początku nie byłam przekonana do tej książki, i wciąż nie jestem.
OdpowiedzUsuńPóki co się wstrzymam. Mam sporo innych książek w planach...
OdpowiedzUsuńCóż takie denerwujące postacie się czasem przydają XD o ile nie są głównymi. Tak sobie pomyślałam, że chciałam próbowałam moją postać (jedną z tych głównych) z początku kreować na taką panienkę, żeby czytnik miał się z czego pośmiać i że niby pod wpływem całej przygody przechodzi taką przemianę. Jaka narracja?
OdpowiedzUsuńIt's an remarkable paragraph in favor of all the internet people; they will obtain benefit from it I am sure.
OdpowiedzUsuńMy web page firany