22 września 2012

Ktoś mnie tam ostatnio poganiał, żebym posta pisała, to piszę. Tydzień chorowania dobiega końca i już za niecałe czterdzieści osiem godzin słowo "weekend" nabierze nowego znaczenia. Szczególnie, że czeka mnie w drodze do niego kilka pułapek w postaci kartkówek, odpytywań i testów. Próbowałam się czegoś dzisiaj uczyć o Tetmajerze - ratunku. Mój jednodniowy zapał do nauki gdzieś wyparował i nie chce wrócić tak bardzo, że aż trudniej człowiekowi uchylić podręcznik. A tu trza filozofię młodopolską zakuć na poniedziałek. Na marginesie, chciałam tu wspomnieć, że Schopenhauer i Nitsche byli sympatykami nefilimów. Czytam angelologię, wraz z przypisami w których sporo o nefilimach jest informacji. Widząc nazwiska kojarzone z młodą polską od razu zaczęłam cieplej patrzeć na tych dwóch twórców filozofii. Prościej będzie sobie po kojarzyć fakty... Schopenhauer? A, to ten, co lubił nefilimy^^(a schopenhaueryzm bliski mojej codzienności, więc sprawa z głowy)
Zaczytuję się w Nocy Blizn, a powinnam w Weselu Wyspiańskiego. Niestety, nie mam na to specjalnie ochoty. Może spróbuję, ale pewnie będzie tak, jak ze Zbrodnią i Karą. Dobrnę do jakiegoś momentu i zastój. A Blizny ciekawsze. Czytam też Enklawę, ale jakoś nie porywa. Czekają Gromowładny, Hyper Versum i Z ciemnością jej do twarzy.
Czekam na przesyłkę. Druga koszulka Linkin Park w drodze. Tym razem z klasycznym logo zespołu. Aczkolwiek z wyborem wzoru problem miałam nie mały, co przecież wszystkie są cudowne...
W listopadzie kolczyk w brwi. Postanowione, ja chce na osiemnastkę w prezencie od mojego zacnego grona towarzyszek broni;) Co do osiemnastki, to się szykują dwa weekendy na imprezy, jedna to spęd rodzinny, a druga, mniej grzeczna z kieliszkami i tortem zdobionym czaszkami. O, się zrymowało nawet.
Ja chcę już wrócić na kooooonieeeeeeee. Nie lubię chorować. Zawsze jestem tydzień w plecy i nawet nadrobione zaległości książkowo - serialowe (Skończyłam Lost Girl 2 sezon i z radością zawiadamiam, że w styczniu przyszłego roku zacznie się sezon 3.), to i tak mam z głowy jedną jazdę. Gdybym miała takie możliwości, nie tylko finansowe, ale i czasowe, jeździłabym częściej. A tak tylko raz w tygodniu mam okazję obcować z końmi. I pojeździć. Ostatnio udało mi się wznieść na wyższy poziom abstrakcji i wysiedzieć na galopującym koniu. Poprzednia próba galopu na leniwym i dość nieprzeciętnie nastawionym do próśb jeźdźca Morze (imię konia) skończyła się glebą. Glebą, którą moja siostra opatrzyła komentarzem "Jak spadłaś, to wyglądałaś, jakbyś nie żyła". Tym razem galopowałam na Wigrusie z niepokojąco brzmiącą myślą "Jeszcze siedzę na koniu". Na szczęście położenia nie zmieniłam. Trening czyni mistrza, a niestety bywa tak właśnie, że nieregularne próby doskonalenia się nie przynoszą pożądanego efektu.
 I chyba znów o książkach. Nadchodzi era ekranizacji tytułów literatury młodzieżowej. Widziałam ostatnio dwa zwiastuny - do Pięknych Istot i do Czerwieni Rubinu. Oba interesujące. Pierwszą książkę czytałam i nie byłam nią zachwycona. Nawet nie skończyłam. Nudą wiało, ale może film mnie przekona. Chociaż aktor grający główną rolę męską urodą nie powala. Co do Czerwieni Rubinu, będę musiała się chyba zapoznać z tym tytułem. Trylogia czasu się seria zwie. I ma nie najgorsze okładki.
 Co do tych ekranizacji nie wspomnę już o Darach Anioła. I podobno Domie Nocy. Lepiej niech nikt Wampirów z Morganville nie tyka, bo popsują mi moje idealne wyobrażenie o świecie z książki.
 Jak to ostatnio rzekłam...

Jedni mają Harrego Pottera, inni Władcę Pierścieni, są i tacy, którzy jarają się Zmierzchem, a i grono fanów Nevermore się znajdzie. Ja mam Wampiry z Morganville.

Ach, no i muszę się zaopatrzyć w Grę o Tron. Wszyscy wychwalają pod niebiosa, a ja mam do cegieł słabość. Serial oglądałam, muszę do niego wrócić, bo po pierwszym sezonie się zastopowałam. A dobrą lekturą nie pogardzę. Tak samo mam zamiar przeczytać Tolkiena Władcę Pierścieni i ktoś tam kiedyś zachwalał Wiedźmina. Żebym tylko nie dostała przesytu dobrej lektury. Jak te moje plany zrealizuję do końca pierwszej polowy przyszłego roku, to będę mistrzem.

Chyba tyle w temacie "Co u mnie". Nie sądziłam, że jeszcze będzie mi się chciało pisać tak spore posty. Chwała i cześć tym, którzy dobrnęli do tego momentu.
Się odezwę. W przyszłości. 

7 komentarzy:

  1. Hura, dostałam chwałę i cześć.
    Paranormale kształcą! I kto powiedział, że takie książki nic nie dają, no?
    Tak samo ja bym nie chciała, żeby Nevermore ekranizowali. Przecież oni by zrobili z Varena jakiegoś... no! (ty wiesz...)
    Ale "Pięknych istot" i "Czerwieni rubinu" jestem ciekawa, więc chyba się wybiorę. Razem? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo, jak na Abrahama Lincolna;P Ale tym razem chyba trza będzie nawet we czwórkę się wybrać... Jesteś pewna, że nie chcesz przeczytać PI? I nie mówię tu o 3,14;P Mam w posiadaniu, oddam za ładny uśmiech:P

      Usuń
  2. Oddasz, czy pożyczysz? ;)
    Co do Licolna - to nasze kino jest jakieś felerne, bo nie grali! Obejrzymy w necie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oddam, razem z upadłymi bo mnie nie uwiodła aż tak bardzo, ale każdy ma inne gusta;) Może Ci się spodoba;)

      Usuń
  3. Dzięki za odwiedziny :)
    Ja Wesela całego nie przeczytałem, ale Zbrodnię i karę mi się udało, choć też mnie jakoś nie porwało. Tak to już jest z tymi lekturami...
    Wracaj do zdrowia! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Racja, ten nieszczęsny Internet tylko zabiera czas ;P Mam podobnie, chociaż odkąd założyłem konto na lubimy czytać i zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę to nie czytam tyle ile bym chciał - od tej pory się za siebie wziąłem ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku, liczę na to, iż pozostawisz po sobie coś więcej niż tylko dwu wyrazowe stwierdzenie "Chyba przeczytam", albo "Brzmi ciekawie". Byłabym niezmiernie wdzięczna za lekkie wysilenie się co do treści zamieszczanej w komentarzu.
Z góry dziękuję za wszelkie opinie, nie tylko pozytywne, ale i krytyczne, jestem otwarta na sugestie i skłonna do podjęcia dyskusji.